Teatr w Poznaniu dla wszystkich. Rozmowa z Piotrem Kruszczyńskim
Dyrektor Piotr Kruszczyński opowiada o sztukach o tematyce żydowskiej w repertuarze Teatru Nowego im. Tadeusza Łomnickiego w Poznaniu, który obecnie świętuje 100-lecie działalności.
Marek S. Bochniarz: Po co spektakle o tematyce żydowskiej w Teatrze Nowym w Poznaniu?
Piotr Kruszczyński: Staramy się – wraz z moimi współpracownikami – tak budować repertuar teatru, żeby podejmować tematy aktualne i ważne, także te wciąż niedopowiedziane, bądź wywołujące kontrowersyjne, nieraz niepokojąco skrajne opinie. Często wiąże się to z artystyczną próbą prostowania fałszywych osądów, czy z konfrontacją mitu z faktami. Pragniemy przede wszystkim stwarzać naszym widzom okazję do własnej refleksji i przywracać umiejętność dialogu. Wszak właśnie na dialogu, którego coraz rzadziej doświadczamy w otaczającej rzeczywistości, oparta jest istota teatralnej wypowiedzi.
W Teatrze Nowym można oglądać zarówno Alte hajm / Stary dom Marcina Wierzchowskiego i Michaela Rubenfelda, jak i Tutaj, czyli gdzie? Rzecz o (nie)pamięci Dorobtry Abbe i Piotra Dąbrowskiego.
Te dwa tytuły w repertuarze naszego teatru pojawiły się niemal jednocześnie. Pozornie odegrał w tym rolę przypadek, ale wybory artystyczne często sprawiają tylko takie wrażenie, a w istocie świadczą o wadze poruszanej sprawy. Dlatego bez wahania zdecydowałem, żeby ten temat podjąć dwukrotnie. Teraz oba spektakle świetnie się z sobą komunikują.
Wypowiadał się Pan w mediach społecznościowych, że były próby, aby prezentować Alte hajm / Stary dom poza Teatrem Nowym, ale za bardzo się to nie udało.
Byliśmy z Alte hajm na grudniowym Festiwalu Boska Komedia w Krakowie, który jest w Polsce teatralnym oknem na świat, głównie przez obecność zagranicznych obserwatorów i międzynarodowego jury. Twórcom przyznano nagrodę za stworzenie spektaklu, który „zaprasza do międzypokoleniowego przepracowania wspólnej przeszłości i jej oddziaływania na współczesność, tworzy pole dialogu na temat uniwersalnych wartości człowieczeństwa, różnorodności i wzajemnego szacunku”. Z kolei w Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej otrzymaliśmy aktorską nagrodę zespołową. Byliśmy też na festiwalu w Kielcach. Dostrzegam jednak kryzys na festiwalowym rynku. Miejsca, które mogłyby być zainteresowane spektaklem, często rezygnują z zaproszenia w konfrontacji z brutalną ekonomią. Wiele festiwali teatralnych cierpi na brak pieniędzy, między innymi z powodu innych priorytetów w podziale środków ministerialnych i samorządowych.
Czy patrząc z perspektywy innych tytułów Teatru Nowego, Alte hajm… to droga produkcja czy nie?
Nasz spektakl ma bardzo wyrafinowaną i rozbudowaną scenografię, przez co wymaga dwudniowej pracy przygotowawczej. Precyzyjnego dopracowania wymaga też skomplikowana struktura projekcji wideo, które są ważną częścią scenicznej narracji. Poza tym zespół aktorski w Alte hajm... nie jest wcale mały i to wszystko razem sprawia, że rzeczywiście niełatwo jest wyjechać z przedstawieniem poza Poznań. Bardzo nad tym ubolewam, bo to spektakl doskonały. Jestem za tę jakość bardzo wdzięczny realizatorom, w tym przede wszystkim reżyserowi Marcinowi Wierzchowskiemu, który w taki sposób zapłodnił cały zespół tematem, że cała obsada, wszyscy realizatorzy, przez cały okres prób i grania Alte hajm..., tworzą swoistą krainę pamięci, w której znakomicie się czują i do której przekonująco zapraszają widzów.
Skoro są kłopoty z wyjazdami z Alte hajm…, to może udało się zaprosić ciekawe osoby do Poznania? Czy mógłby Pan podzielić się głosami o tym przedstawieniu?
Odsyłam czytelników do internetowych recenzji i komentarzy. Zapraszam też do śledzenia naszego repertuaru i przekonania się o sile oddziaływania Alte hajm… na własne oczy. Pod koniec sezonu 2023/2024 planujemy showcase Teatru Nowego, na który zaprosimy kuratorów festiwali, w tym i osoby zza granicy. Liczę na to, że prezentacje dla naszych gości odniosą pozytywny skutek i zostaniemy zaproszeni w nowe miejsca.
Czy można powiedzieć, że Alte hajm / Stary dom jest naturalnym wyborem dla takiego showcase’u, bo jest wielojęzyczny – polsko-jidyszowo-angielski, a przy tym jest prezentowany z napisami polskimi i angielskimi?
Tak – to, że jest to wielokulturowe przedstawienie, ma ogromne znaczenie. Znakomicie wpisuje się w naszą ideę Teatru Nowego w Poznaniu jako „miejsca dla wszystkich”.
A jak było w przypadku spektaklu Tutaj, czyli gdzie? Rzecz o (nie)pamięci? Dlaczego zdecydował się Pan, że chce je prezentować w Teatrze Nowym?
Zobaczyłem to przedstawienie w Muzeum Martyrologicznym w Żabikowie i w tym historycznym anturażu wywarło na mnie ogromne wrażenie. Miałem pewne wątpliwości, czy to, co dzieje się w plenerze, w przerażającym miejscu kaźni – przeniesione do zamkniętego budynku teatru, będzie równie silnie oddziaływało na widzów. Okazało się, że jest to jak najbardziej możliwe. Realizatorzy spektaklu – Dorota Abbe i Piotr Dąbrowski – przyjmując widzów na naszej Trzeciej Scenie stworzyli inną, choć równie sugestywną aurę. Historie opowiedziane w Tutaj, czyli gdzie? Rzecz o (nie)pamięci są uniwersalnie wstrząsające i działają na emocje niezależnie od miejsca. Dlatego zapewne powtórzymy jeszcze prezentację spektaklu. Musimy jednak zaczekać, aż zakończy się nasza przebudowa Sceny Nowej i Sceny Trzeciej.
W przeszłości słyszałem wypowiedzi, że w Poznaniu Teatr Nowy pełni w Poznaniu rolę teatru mieszczańskiego, co może być odebrane zarówno pozytywnie, jak i negatywnie. W ostatnim czasie prezentują Państwo jednak wiele przedstawień zaangażowanych, jak Pana adaptację Prawa wyboru, sztuki o tematyce eutanazji, czy spektakle Doroty Abbe, wliczając w to i Tak sobie w kosmosie pływam, dotykający problemu samobójstw wśród młodzieży. Jak ma się to do Pana wizji repertuaru?
Nigdy nie wstydziłem się eklektyzmu repertuarowego. Uważam, że teatr w mieście, w którym są tylko dwie samorządowe, publiczne sceny dramatyczne, powinien przyciągać jak największe grono odbiorców. Dlatego mamy u nas repertuar złożony z bardzo różnych propozycji.
Mówi pan o teatrze zaangażowanym... Tak się dzieje, że twórcy, którzy przychodzą do nas ze swoimi propozycjami, w pewnym sensie sami decydują o aktualnym obliczu teatru. Widać, że czas jest na tyle dla nich niepokojący, a rzeczywistość na tyle kontrowersyjna, że decydują się o tym opowiadać i na swój sposób interweniować. Może gdybyśmy żyli w czasach spokoju i nieśpiesznego konsumowania rzeczywistości, oferty artystyczne składałyby się z lekkich komedii?
Staram się prowadzić teatr tak, by odbierać i przenosić na scenę istotne sygnały od twórców. To oni decydują przecież o treści i formie polskiego teatru. Zapewne dlatego jest on tak mocny w Europie.
W związku ze stuleciem Teatru Nowego chciałbym również cofnąć się w czasie i zapytać o to, czy mógłby Pan powiedzieć, czy w przeszłości grane były w tym miejscu sztuki o tematyce żydowskiej?
Wychowywałem się na spektaklach Nowego od wczesnych lat 80-tych. Pierwszym znaczącym głosem w tematyce żydowskiej, który pamiętam, było Ghetto Joshuy Sobola w inscenizacji ówczesnego dyrektora, Eugeniusza Korina. Przedstawienie bardzo mocno działało na wyobraźnię, zwłaszcza plastyką sceny autorstwa Pawła Dobrzyckiego i kostiumów - Ireny Biegańskiej. Pamiętam, że wręcz śniły mi się po nocach monstrualne kukły wzorowane na niemieckich mundurach wojskowych. Nakładali je na siebie żydowscy aktorzy z getta odgrywający pastisz okrutnego nazistowskiego ordnungu obozowego. Spektakl zostawał w pamięci również za sprawą znakomitej roli Mariusza Sabiniewicza jako komendanta getta i bardzo przejmujących kreacji Pawła Binkowskiego i Michała Grudzińskiego - grających młodszą i starszą wersję głównego bohatera, uratowanego z Holokaustu. To chyba najbardziej wstrząsający spektakl muzyczny, jaki pamiętam. I jednocześnie najistotniejsza wypowiedź o tematyce żydowskiej z tamtych lat. Żydowskich bohaterów pamiętam też doskonale z tamtego okresu z inscenizacji Mein Kampf Taboriego w reżyserii Krzysztofa Nazara i Antygony w Nowym Jorku Głowackiego w reżyserii Roberta Glińskiego. Przypomnę, że moją dyrekcję rozpocząłem w 2011 roku od zaproszenia krakowskich artystów z Teatru Barakah do przygotowania premiery komedii muzycznej Poper izraelskiego dramatopisarza Hanocha Levina.
W ostatnich latach w Poznaniu i Wielkopolsce wystawiano niewiele spektakli o tematyce żydowskiej. Obok wspomnianych przedstawień Teatru Nowego warto chyba tylko wspomnieć o Irenie Teatru Muzycznego i Kafka: [tekstu urywa się] Teatru Ósmego Dnia. Jak Pan myśli – dlaczego tak się stało?
W ostatnich latach niebagatelną rolę medium interweniującego w wielu istotnych sprawach przejął polski film i niezależne telewizje. Także tematyka żydowska, głównie w kontekście polskiego antysemityzmu, stanowiła obszar zainteresowania twórców kina, więc zapewne realizatorzy teatralni nie chcieli kroczyć utartymi już ścieżkami. Często tak bywa, że tematy podjęte przez popularne media znikają ze scen, bo stają się wyeksploatowane. Tak się na przykład stało z głosami krytyki wobec nieetycznych zachowań przedstawicieli kościoła katolickiego, gdy na ekrany wszedł film Kler, czy wypowiedzieli się na ten temat w telewizji i Internecie bracia Sekielscy. Ambitny teatr zwykł szukać swojej autonomii i oryginalności. To dobry trend. Mam jednak nadzieję, że tematyka żydowska nie zostanie zapomniana. Niewątpliwie należy jej się miejsce w ofercie teatrów publicznych. I oby radość z dzielenia się fascynującą kulturą żydowską wypierała na polskich scenach konieczność jakichkolwiek interwencji.
Informacje:
Ghetto Joshui Sobola (w tłum. Bogdana Olewicza) w reżyserii Eugeniusza Korwina miało premierę 12 maja 1991 roku. Za scenografię odpowiadał Paweł Dobrzycki, za kostiumy Irena Biegańska, a za muzykę Jerzy Satanowski.
Antygona w Nowym Jorku Janusza Głowackiego w reżyserii Roberta Glińskiego miała premierę 21 stycznia 1994 roku. Za scenografię odpowiadała Agnieszka Zawadowska, a za muzykę Jerzy Satanowski.
Poper. Komedia z piosenkami Hanocha Levina w reżyserii Anny Nowickiej miała premierę 27 stycznia 2012 roku. Za scenografię odpowiadała Monika Kufel, za choreografię Marta Pietrzuszka, a za muzykę Piotr „Lala” Lewicki.


















