Ćwiartka tożsamości miasta. Anna Maria Brandys o książce „Sosnowiec. Nic śląskiego”
(…)
Moje miasto nie leży w żadnych górach,
moje miasto to nie jest zapadła dziura.
Nie ma tutaj nic, ale to jest moje miasto
i tutaj chcę żyć
Horrorshow - Jesteśmy z Sosnowca
Długo miałam wątpliwość czy tekst o książce Sosnowiec. Nic śląskiego Anny Malinowskiej wypada zacząć fragmentem piosenki zespołu, którego dorobek sytuuje się na pograniczu muzyki oi i ska. Proste wersy songów Horroshow są zdecydowanie za blisko oi! Skinhead, a przecież wolałabym, aby wszystko i wszędzie było raczej oi! Punk. Definiowalność muzyki subkulturowej jest czymś, o czym mam nikłe pojęcie, ale wiem jedno. Sosnowiec - tak jak wymienione wyżej subkultury - trudno jest zaszufladkować! Czasem zastanawiam się kiedy wypadłoby przestać przedstawiać się jako Sosnowiczanka. Wszak od 17 lat mieszkam w Poznaniu, w otoczeniu i Poznańczyków i Poznaniaków. Choć język inkluzywny, którym nasiąknęłam w Wolnym Mieście Poznań, podpowiadałby mi w tym miejscu tekstu intuicyjne użycie również choćby feminatywów to świadomie pozwolę sobie jedynie na słowotwórcze sformułowanie, że żyję w otoczeniu osób poznańskich i „wrzucenie do jednego worka” wszystkich tych, którzy nie są łatwi w definicji tożsamościowej, ale tak samo jak i ja, poczuli się tutaj dobrze na tyle, że przestało im się „chcieć żyć” w miastach pochodzenia. Albo mogli sobie na to pozwolić…
Zapraszam drogie osoby czytelnicze z Miasteczka Poznań na małą wycieczkę, na którą możemy się udać zanurzając się w lekturze Sosnowiec. Nic śląskiego. Anna Malinowska podjęła - udaną w moim odczuciu - próbę nie dookreślenia specyfiki Sosnowca, ale jakiegoś takiego dziennikarskiego przytulenia miasta, z którego wszyscy mają bekę, ale nikt tak do końca nie wie dlaczego. Jej reportaż jest raczej jak plasterek na wielokrotnie rozdrapywanego strupa, a przez to wieczne grzebanie w ranie, zapomniane zostało jak i kiedy została ona zadana. Historia zraniła nie tylko to jedno miasto, nie jedną wieś czy przysiółek - raniła wiele grup i jednostek, wiadomka, nauczano o tym w szkole. To, co dalej robimy z tymi historycznymi ranami, zależy już chyba od naszej świadomości, a świadomość dotycząca Sosnowca jest niewielka. Dzięki książce Malinowskiej być może uda się to zmienić!
Kiepura, to tak, prawie zawsze, bo to przecież był „chłopak z Sosnowca”. Niektórzy jeszcze pamiętają o Jacku Cyganie, ale że Szpilman albo Pola Negri to już nie bardzo (ona wprawdzie z wyboru, a nie urodzenia - i na chwilę, ale jednak świadomie). Czasem w niektórych, najczęściej siwiejących głowach, świta, że te cukierki - co miał je dawać towarzysz Gierek - też coś miały z Sosnowcem wspólnego. Tu i tam, wiadomo, że i Patyczak, Dobry Staromiejski Sąsiad listonosz z Brudnych Dzieci Sida, też. Jeśli w szkole nauczanie szło w miarę w zgodzie z podstawą programową to szklane domy z Żeromskiego jeszcze się gdzieś przebiły, a potem to już tylko Mała Madzia i mordy na wikarych. I koniec, tabuny śmiechu…
Zapytam więc za Ryszadrem Deredzińskim, który oprowadza śląską autorkę po Zagranicy1: "czy widziałaś w jakimś innym mieście nagrobki czterech wyznań w jednym miejscu. To nie jeden cmentarz, a cztery: katolicki, ewangelicki, prawosławny i żydowski2"?
Społeczność żydowska w okresie II Rzeczypospolitej była w Sosnowcu jedną z najliczniejszych. W 1938 roku aż 22,3 % wszystkich mieszkańców miasta stanowiły osoby wyznania mojższeszowego. Niemal matematyczna 1/4 społeczności wpłynęła na to, że getto na Środuli było w moim życiu od najmłodszych lat. Mijałam je jadąc do babci. Dla bliskich było ważne, aby tego faktu nie zbywać milczeniem. Znacznie później, czytając różne książki o tematyce holocaustowej, wyłapywałam, że nie mogli milczeć, bo tym samym wymazywaliby fakt zarówno tej historycznej rany o skali większej niż można by przypuszczać3, jak i tej wspaniałej różnorodności, wpływającej na tożsamościowy misz-masz Sosnowca. Mój ojciec, sympatyk lokalnej historii, na próżno szuka śladów po mezuzach zaglądając w bramy i uświadamiając współczesnych mieszkańców o tym kim byli ich poprzednicy, ale na szczęście nie jemu jednemu ten pomysł przyszedł do głowy i powstają całe społeczności i grupy sympatyków przywracające pamięć o tej zapomnianej ćwiartce! Nie tylko tej zresztą...w końcu jeszcze są pozostałe trzy ćwierci. Cerkiew mijałam w drodze do liceum, a koło kościoła ewangelickiego było nasze M9 w zaskłotowanym Domu Kultury Metalowiec. Ten ostatni należał zaś do Fabryki Kotłów Przemysłowych4, które, dzięki niemieckim przemysłowcom, były pierwszą tego rodzaju fabryką w Królewskie Polskim.
Meandry sosnowieckiej historii są naprawdę bardzo pokręcone, ich nawarstwienia mają więcej znaczeń niż memetyka jest stanie udźwignąć w swojej replikującej się, ale jednak ulotnej nośności. Stąd - lepiej niż śmiać się z nie wiadomo tak dokładnie czego - pochylić się nad nietuzinkowymi losami Sosnowca. Można to zrobić wybierając się na wyprawę, aby pozwiedzać Park Sielecki z Zamkiem, który swoją historią sięga późnego średniowiecza. Jest naprawdę dziwnie usytuowany, wśród bloków i blaszanych pawilonów, ale i tak bije od niego większa autentyczność niż ze Wzgórza Przemysła, przynajmniej dla mnie. Warto udać się też na tzw. Trójkąt Trzech Cesarzy, aby spróbować choć ciut połapać się w tym patchworku lokalnej historii pozszywanej z tą przez duże H, a przy okazji przekonać się w co zmieniła się "świńska rampa", albo "sosnowiecka Abisynia" i czy tak naprawdę bardzo różni się to od Rataj i Piątkowa? Jeśli nie możemy, z różnych względów wyjechać z Poznania, to - po raz kolejny podkreślam - warto zagłębić5 się w lekturze książki Sosnowiec. Nic śląskiego Anny Malinowskiej. Choć wątki żydowskie to w niej tylko fragment, ale stanowią one silny fundament pod całość kolei losu tego nieśląskiego terytorium na mapie Polski.
Napisałam ten tekst pijąc kawę z kubeczka z nadrukiem Jestem z Sosnowca. Tak, z Zagłębia, ale czuję w związku z tym jakiś dyskomfort. Nie zostałam nosicielką biało-granatowych szalików Lecha, nigdy też nie byłam wierna biało-czerwono-zielonym barwom, bo moje serduszko utknęło gdzieś pomiędzy. Może jednak dobrze czasem czuć ten dyskomfort, by wśród przywilejów i wygód, jakie daje mieszkanie w Poznaniu mieć w sobie przestrzeń, by pamiętać, że nie zawsze tak było i nie wszystkim tak jest - tu i teraz, a za zasłoniętymi firankami mieszczańskich okien toczy się nie tylko wojna w Ukrainie, ale i konflikt izrealsko-palestyński, a granice forsują osoby w kryzysie, dla których było tu miejsce - jak dawniej w Sosnowcu - i wierzę, że wciąż być może…
Poscrollujcie też I like Zagłębie, znajdziecie tam wiele wątków żydowskich. A na koniec, aby było śmiesznie - anegdotka. Pokazując powakacyjną fotkę z plaży na Stawikach w Sosnowcu znajomi pytają nad jakim morzem jesteśmy, może coś jest na rzeczy z tą zagranicą. Ha ha ha…
Anna Maria Brandys
Sosnowiec. Nic śląskiego
Anna Malinowska
Wydawnictwo Czarne
Premiera: 30 października 2024
1 Taki wspaniały tytuł nosi pierwszy rozdział książki Sosnowiec. Nic śląskiego.
2 Malinowska, A. Sosnowiec. Nic śląskiego, str 19.
3 W wielu historiach trafiały się osoby, których koleje losu związane były z tym
miejscem/niemiejscem.
4 Pod nazwą Zakład Kotłów Parowych W. Fitzner & K. Gamper
5 Zagłębianie w Zagłębie, urocze masełko maślane.





