Dwie tragedie Lwowa
Ukraińska tragedia w Galicji rozpoczęła się we wrześniu 1939 roku i wydawało się,
że nie będzie miała końca...
W czerwcu 1941 roku lwowskie miejsca odosobnienia – znane Brygidki, więzienie
przy ulicy Zamarstynowskiej i więzienie przy ulicy Łonckiego były przeludnione. Tam,
gdzie „za Polski” w celach przebywały cztery osoby, Sowieci upychali ponad czternaście
– ludzie po prostu się dusili. Więzili niewinnych ludzi – mieszkańców Lwowa i okolic,
ukraińskich inteligentów, wiele wybitnych osobistości galicyjskich, w tym byłego szefa
rządu Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej Kościa Lewyckiego, redaktora naczelnego
gazety „Dilo” Iwana Nimczuka, księdza Ukraińskiego Kościół Greckokatolickiego
Jarosława Antoniego Czemeryńskiego (zamordowanego 19 czerwca 1941 roku), Jurija
Szuchewycza (zamordowanego 26 czerwca 1941 roku) – ukraińskiego sportowca, śpiewaka
tenorowego, geodetę, a wreszcie brata generała Romana Szuchewycza. Przez długi
czas w więzieniu przetrzymywany był słynny polski naukowiec Kazimierz Bartel.
Większość z tych osób została oskarżona z artykułu 54 Kodeksu karnego Ukraińskiej
Socjalistycznej Republiki Radzieckiej – działalność kontrrewolucyjna. Jednak prawdziwą
przyczyną była przynależność do narodu ukraińskiego.
23 czerwca 1941 roku Komisarz Bezpieczeństwa Państwowego Wsiewołod Merkułow
wydał rozkaz numer 2445/M wzywający do pilnego rozliczenia wszystkich więźniów
w więzieniach i podziału na tych, którzy mają zostać deportowani do obozów koncentracyjnych
GUŁag, i tych, których należy rozstrzelać.
Tego samego dnia naczelnik wydziału więziennictwa NKWD Ukraińskiej SRR, kapitan
bezpieczeństwa państwowego Filippow wydał rozkaz ewakuacji więźniów. Zgodnie
z „planem ewakuacji” z obwodu lwowskiego miało zostać deportowanych 5 tysięcy
aresztantów. Do tego celu przeznaczono 204 wagony bydlęce, które według norm mogły
pomieścić 6800 więźniów. Sowietom udało się jednak ewakuować tylko 1822 więźniów.
Pociągi wyruszyły na wschód, ale żaden z nich nie przekroczył granicy ukraińsko-
-rosyjskiej. Przeczuwając, że Niemcy szybko się zbliżają, NKWD postanowiło zabić
ewakuowanych więźniów w centralnych i wschodnich regionach Ukrainy – w więzieniach
przejściowych w Humaniu, Kijowie i Charkowie. W jednym z tych wagonów
znajdował się syn klasyka ukraińskiej literatury Iwana Franki, Petro Franko, pilot, uczony
i badacz… Według świadków w lesie pod Kijowem Sowieci otworzyli wagony i kazali
aresztowanym uciekać. Wszyscy zostali zastrzeleni, następnie zakopani w masowych
grobach w pobliżu Bykowni.
Jedna z tychże eksterminacji miała miejsce w obwodzie tarnopolskim. Nazwano
ją tragedią zaleszczycką. Rosjanie ustawili 14 wagonów z aresztantami w liczbie od
50 do 70 osób w każdym po obu stronach zniszczonego mostu kolejowego na Dniestrze.
Wagony zostały oblane paliwem, podpalone i zepchnięte do rzeki. Żaden
więzień nie przeżył. Sowiecka propaganda przypisała wszystkie te zbrodnie nazistom.
W samym tylko Lwowie 22 czerwca 1941 roku, czyli pierwszego dnia ataku III
Rzeszy na ZSRR, rozpoczęły się masowe egzekucje usankcjonowane przez prokuratora
obwodu lwowskiego Charytonowa.
Do 3602 osób pozostałych we lwowskich więzieniach po ewakuacji, dołączyli nowi
aresztanci, których uznano za członków Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów,
szpiegów i dywersantów. Całkowita liczba ofiar nie jest znana, ale według niemieckiego
historyka Kaia Struve waha się między 2358 a 2752. Początkowo skazańców zabijano w typowy
dla NKWD sposób – strzałem w tył głowy w przygotowanym do tego celu pomieszczeniu.
Jednak linia frontu szybko się zbliżała i zatwierdzono rozstrzeliwanie
z broni automatycznej w piwnicach przez otwory drzwiowe. W ostatnich dniach do
cel wrzucano granaty. Ciała wywożono ciężarówkami i zakopywano w specjalnych miejscach. Jednak
tuż przed nadejściem Niemców czekiści w pośpiechu zakopywali zmarłych na podwórkach
i w piwnicach więzień.
Kiedy Niemcy wkroczyli do Lwowa, w pierwszej kolejności otworzyli bramy
więzień. Mieszkańców miasta ogarnęło przerażenie.
(...)
