Niewiele hałasu o "dziwną książeczkę". Homoerotyka i autocenzura w jidyszowej poezji Szmuela Jankewa Imbera

Adam Stepnowski

Przez długi okres rozwoju literatury żydowskiej jidysz był przez wielu uznawany za
język związany ze sferą kobiecą, przez co jego status w społeczności żydowskiej był
stosunkowo niski, szczególnie w zestawieniu ze świętym, patrylinearnym hebrajskim.
To w nim powstawały tchines oraz Cene u-rene (odpowiednio – kobiece modlitwy i biblia
dla kobiet) oraz inne dzieła o charakterze świeckim – często określane jako „dla kobiet
i tych, co są dla kobiety” – czyli również dla mężczyzn, którzy dobrze posługiwali się
jedynie wyniesionym z domu mame loszn (językiem matki). Taki status zaczął dodatkowo
ugruntowywać się w XIX wieku, w obliczu nurtów społecznych wpływających
na życie społeczności żydowskich w Europie Wschodniej. Jednocześnie jidysz, właśnie
z powodu niskiego statusu, stawał się polem walki ideologicznej. Odbiorców jidyszowych
z jednej strony starali się przekonać do swoich racji zwolennicy haskali i chasydyzmu,
z drugiej strony autorzy utworów popularnych zaczęli odkrywać ignorowaną do tej
pory publiczność, spragnioną materiału czytelniczego wydawanego w rodzimym języku.
Jidysz jeszcze latami musiał czekać na uznanie go za pełnoprawny język literacki (za
zwieńczenie można uznać założenie jidyszowego oddziału PEN Clubu w 1924 r.), ale
już na przełomie XIX i XX wieku był narzędziem użytecznym na wielu polach, właśnie
z powodu swojej jednoczesnej masowości i niskiego statusu.
To właśnie w tym języku, w 1909 roku, powstał debiut młodego żydowskiego poety
Szmuela Jankewa Imebra – Wos ich zing un zog („Co śpiewam i mówię”), o którym będzie
mowa w niniejszym artykule. Będzie to opowieść nie tyle o poezji, co z poezją w tle,
w której na pierwszym planie będą wysuwać się wątki homoerotyki, autocenzury, obrazu
męskości, miłości i pożądania – to wszystko zawarte w „dziwnej książeczce” niespełna
dwudziestoletniego wówczas autora.

Dlaczego „dziwnej”? To właśnie jedno z określeń pojawiających się w recenzjach tego
tomiku. Po latach Mejlech Rawicz, znany jidyszowy literat oraz bliski przyjaciel Imbera,
pieczołowicie zbierający wszelkie materiały dotyczące jego twórczości, ze sporym lekceważeniem
wypowiadał się o jego debiucie:
„To dziwna książeczka. Tomik zawiera dedykację z męskimi imionami – niektórymi
nawet nieżydowskimi. To erotyczna książka. Najczystsza przyjaźń – oczywiście. Bardzo
odważna książka.
(…)
Ta książeczka nazywa się Wos ich zing un zog. Cienka i delikatna, wydana z pietyzmem,
liczy sobie sześćdziesiąt cztery stroniczki. Tematami wszystkich wierszy, szczególnie
tych małych, dwu-, czterostrofowych wierszy, są miłość i tęsknota za jego przyjaciółmi
i przyjaciółkami.”
Ta cienka, delikatna, a jednocześnie bardzo odważna książeczka zniknęła ostatecznie
pod stosem „poważniejszych” publikacji Imbera. Chociaż, jak wielu jidyszowych pisarzy,
jest on obecnie zupełnie zapomniany, to w trakcie swojej kariery poeta ten był poważany
w swoim środowisku jako przywódca jidyszowego ruchu literackiego neoromantyków
galicyjskich. Osiągnął również sukces naukowy, broniąc na Uniwersytecie Jagiellońskim
doktoratu dotyczącego twórczości Oscara Wilde’a. Doskonale posługiwał się językiem
polskim. W okresie dwudziestolecia międzywojennego zajmował się publicystyką, pisząc
sążniste polemiki z polskimi antysemitami. Już te dokonania byłyby wystarczające, aby
przypomnieć tę postać polskiemu czytelnikowi. W tym artykule chciałbym przybliżyć
jednak jego najmniej znane dzieło i przedstawić jedne z pierwszych homoerotycznych
utworów pisanych w języku jidysz. Tomik Wos ich zing un zog jest na tyle zapomniany,
że nawet w monumentalnej antologii Noama Sienny A Rainbow Thread, zbierającej dziesiątki
queerowych tekstów literatury żydowskiej na przestrzeni tysiącleci, nie znalazły się
wiersze Imbera. Tym bardziej cieszy, że został on włączony do pocztu polskich pisarzy
w antologii Dezorientacje. Antologia polskiej literatury queer. Tekst nie ma jednak na celu
pośmiertnego „outowania” omawianego artysty ani uwypuklania sensacyjnych aspektów
jego twórczości. Z informacji biograficznych wynika, że Imber był żonaty, a w jego
późniejszej twórczości nie pojawiają się elementy homoerotyczne. Tym bardziej warto
prześledzić, jak się one prezentowały i jak zostały później zacierane.

(...)

© Copyright 2014