Co słychać na prowincji? Zduńska Wola w tygodniku "Kaliszer Woch"

Tłum. Krzysztof Modelski

Od czasów średniowiecza Kalisz stanowił na ziemiach polskich nie tylko ważny
ośrodek miejski (administracyjny, gospodarczy), ale też z perspektywy osiadłości
żydowskiej istotny zarówno z powodu realnego znaczenia, jak i symbolicznie (wydany
tu przez księcia wielkopolskiego w 1264 roku statut kaliski stanowił prawną podstawę
funkcjonowania Żydów w całym państwie przez kilkaset lat). Mimo że w okresie międzywojennym
mniejszość żydowska stanowiła jedną trzecią mieszkańców miasta, większa
część ukazującej się tu prasy żydowskiej miała charakter efemeryczny. Trwałą pozycję
zdobyły dwa wydawane w jidysz tygodniki: ukazujący się od 1927 roku „Kaliszer Leben”
i powstały w 1930 roku „Kaliszer Woch”, którego pierwszy regularny numer ukazał się
21 marca 1930 roku, wcześniej (1929) pod identycznym tytułem i w tej samej szacie
graficznej kilkakrotnie wyszedł w formie jednodniówki2.
Profil polityczny tygodnika „Kaliszer Woch” był wyraźnie zdefiniowany – pismo
założono z inicjatywy miejscowych działaczy syjonistycznych i nawet pobieżny przegląd
zawartości wskazuje na tę opcję. Na łamach ostro krytykowano działalność gospodarczą
i finansową ortodoksyjnego Zarządu Gminy Żydowskiej. Tygodnik miał charakter ogólny,
spora część poświęcona była wydarzeniom z kraju i zagranicy, przede wszystkim związanym
z kwestią żydowską. Równocześnie tygodnik pełnił funkcję pisma lokalnego, co
znajdowało odzwierciedlenie w dwóch stałych cyklach: zajmującego zwykle całą stronę
„Co słychać w Kaliszu?” oraz skromniejszego „Co słychać na prowincji?”.
W drugim z tych działów widać pewną historyczną zaszłość w świadomości kaliszan.
Jeśli pominąć sam Kalisz, to lokalnym dla redakcji było to, co działo się w dawnej guberni
kaliskiej. W odpowiedzi na pytanie „Co słychać na prowincji?” w 1930 roku czytelnik
dostawał informacje o wydarzeniach z Błaszek, Kłodawy, Koła, Konina, Sieradza, Stawiszyna,
Zagórowa, Zduńskiej Woli i Złoczewa. W przejrzanych numerach rocznika
1930 zdecydowanie dominującą pozycję na tej liście zajmowała Zduńska Wola i to stało
się powodem wybrania informacji z tego miasta i zaprezentowania ich czytelnikom
i czytelniczkom. Pozostałe miejscowości we wszystkich (ponad trzydziestu) numerach
z pierwszego rocznika „Kaliszer Woch” pojawiają się z rzadka. Powodem mogło być to,
że nowo powstałe pismo tworzyło dopiero sieć lokalnych korespondentów.
Należy podkreślić, że prezentowane niżej przekłady informacji ze Zduńskiej Woli
nie spełniają formalnych wymogów publikacji źródłowej, gdyż nie taki cel przyświecał
mi jako autorowi przekładu. Celem jest przybliżenie czytelnikowi i czytelniczce problematyki
życia społecznego Żydów stosunkowo niewielkiego (około 20 tysięcy mieszk.)
miasta, w którym Żydzi stanowili trzecią część ludności. Inaczej rzecz ujmując, można
zadać pytanie, co było ważne dla mieszkańców? Dla porządku pozwolę sobie dodać,
że z różnych powodów (na przykład nieczytelność zachowanego egzemplarza gazety)
prezentowany materiał nie jest pełny.
Nie znamy autorów części publikowanych w tygodniku doniesień lokalnych, a pojawiającego
się podpisu Zduńskowolski nie można traktować jako nazwiska. Problem stanowią
też niektóre nazwiska bohaterów wydarzeń, bowiem w części materiałów są podawane
w skrócie lub nazwisko tej samej osoby pojawia się w różnych wersjach. Ta ostatnia
kwestia wiąże się z zauważalnym ewidentnym brakiem dbałości w odniesieniu do pracy
redakcyjnej i korekty. Dla czytelnika w wersji oryginalnej uderzająca jest (oględnie rzecz
ujmując) swoboda piszących z zakresie ortografii, gramatyki, składni i interpunkcji.
Istotna jest też przyjęta przeze mnie pisownia nazw organizacji i instytucji. Używany
w jidysz alfabet hebrajski nie rozróżnia wielkich i małych liter, co w połączeniu z dość
dowolnym i niekonsekwentnym oddawaniem nazw (zwłaszcza polskich) powoduje, że
często nie wiadomo, czy mamy do czynienia z nazwą własną, czy nie. We wszystkich
takich przypadkach stosuję pisownię małą literą.
(...)

© Copyright 2014